poniedziałek, 24 stycznia 2011

Włóczenia się po mieście niechlubne skutki...

Pisałam wcześniej, że połamałam żyłkę w dwóch parach drutów. Oprócz tego miałam wisielczy humor. Co najlepiej poprawia humor? Coś nowego, pod warunkiem, że jest ładne i porządane w tym właśnie momencie.
Otóż tłumacząc się sama przed sobą koniecznością kupienia nowych drutów na żyłce, urządziłam sobie wycieczkę po pasmanteriach. Oczywiście okolicznością łagodzącą jest fakt, że wybierałam te "po drodze do domu". W sumie odwiedziłam chyba trzy. Przy Świętokrzyskiej fajna, ale nie powalająca. Drutów drewnianych na żyłce nie ma. W Hali Mirowskiej "A są takie?" - bryndza. Cztery włóczki na krzyż i w dodatku nic ciekawego ani jakościowo, ani kolorystycznie. Ostatnia pasmanteria, jaką odwiedziłam mieści sie przy Placu Hallera. Drutów, jakich szukałam oczywiście też nie było. Ale za to wybór włóczek... Wszystko, co tam jest, jest dobrej jakości. Nawet akryle raczej z serii tych nie skrzypiących. Można pomacać. Pani wie, o czym mówi, więc jest w stanie doradzić. Przegląd przez popularne marki polskie i zagraniczne, ale nie z przewagą tureckich na szczęście. No i jak ja mogłam wyjść z tamtąd, nie kupiwszy czegoś? Po prostu nie mogłam sie oprzeć.
Kupiłam cztery motki New Zeland Adriafilu. Wspaniała, mięsista, miękka, nie gryząca przy dużej zawartości wełny włóczka. Cudo. W robocie też baaardzo przyjemna.
001
Pokazuję tylko jeden motek, już oczywiście niekompletny, co zauważy wprawne oko każdej dziewiarki. Pozostałe kolory widać w tle. :)
Oczywiście musiałam kupić do tego jeszcze druty. Ponieważ państwo nie mieli poszukiwanych przez mnie KnitPro (w której pasmanterii ja je widziałam "na żywo"???), nabyłam drogą kupna druty Pony. Nie, żeby ważna była dla mnie marka, ale postanowiłam porównać sobie, jak się robi na tych "markowych" i zwyczajnych. No i niestety muszę przyznać, że na korzyść markowych przechyla się szala. Zdecydowanie łatwiej. Niby te teflonowe i te teflonowe, ale po Pony jakoś delikatniej przesuwa się włóczka, płynniej sie robi - po prostu lepiej.
No i na tych "markowych" rośnie wcale szybko tunika dla starszej latorośli, która to latorośl przebiera już z niecierpliwością nóżkami. A na nóżki owe mam zamówienie na getry "Mamo, ale takie pasujące, dobrze?" To będę produkować. Cóż, biedna, mam zrobić?
A tutaj wspomniana wyżej tunika. Oczywiście robiona od góry bez zszywania, bom leniwa :P
004
Acha, drutów, żeby skończyć mój beżowy-melanżowy ocieplacz nadal nie mam. No bo przecież nigdzie nie było... Mam pretekst do dalszych wojaży po pasmanteriach :D
Pozdrawiam :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz